Od marzeń do celu
Wywiad z dr Magdaleną Waśniewską, założycielką Fundacji "Żagle, Europa, Świat"
P. Jaki był Twój pierwszy kontakt z żaglami?
O. Rysunek żaglówki w książce Brzechwy czy Tuwima, jakiś wierszyk dla dzieci o wakacjach. Były tam żaglówki na jeziorze i słoneczko. Wtedy poczułam, że strasznie chcę. I przez całe dzieciństwo i młodość byłam święcie przekonana, że jest to absolutnie niewykonalne. Nie znałam żadnego żeglarza, więc nie wiedziałam, od której strony to ugryźć. Po drugie z przyczyn finansowych. Żeglowanie kojarzyło mi się z posiadaniem łódki, czyli z "bogatymi ludźmi", do których się nie zaliczałam. W związku z tym zrobiłam najgłupszą z możliwych rzeczy: odłożyłam marzenia ad acta na trzydzieści lat
P. Trzydzieści lat! Co przez ten czas robiłaś?
O. Realizowałam moje drugie marzenie. Studia biologiczne były mi pisane, bo zawsze mnie interesowało wszelkiego rodzaju życie. Hodowałam różne zwierzątka odkąd pamiętam. Zostałam biochemikiem i zrobiłam doktorat z pogranicza biologii i medycyny.
P. Doprowadziło Cię to w końcu do zawodu jeszcze bliższego medycynie niż studia i specjalizacja naukowa.
O. Tak, Zajęłam się badaniami klinicznymi i zajmuję się tym do dzisiaj. I nadal ten temat bardzo mnie interesuje od strony zawodowej.
P. Dobra praca umożliwia Ci realizowanie dawnego marzenia?
O. Już w międzyczasie, kończąc doktorat, wsiadłam pierwszy raz na łódkę. Były to tygodniowe wakacje na Mazurach. Przez cały tydzień wiało tylko jeden dzień. Ten jeden dzień, kiedy łódka szła w przechyle przez Śniardwy, mam w pamięci do dzisiaj.
P. A potem?
O. Następny był już morski rejs w Grecji. Trafiłam do wachty drugiego oficera, który pierwszego dnia zadał mi pytanie: czy chcę być pasażerem, czy chcę się czegoś nauczyć. Chciałam się czegoś nauczyć. Wręczył mi rumpel, położył się na ławce i zamknął oczy. Zrobiłam niekontrolowaną rufę niemal zmiatając ukochanego człowieka z pokładu. Ale rzeczywiście dużo się wówczas nauczyłam.
P. Jak podniosłaś swoje kwalifikacje?
O. Sporo pływałam, głównie na morzu. Przeszłam kurs żeglarski, po pół roku zdałam na sternika jachtowego, a pięć lat później uzyskałam stopień jachtowego sternika morskiego.
P. Teraz sama prowadzisz rejsy morskie?
O. Tak. W zeszłym roku pływaliśmy w Grecji. W tym roku prowadziłam rejs na Karaibach, od Martyniki na południe do Grenady i z powrotem. W międzyczasie pływałam też jako załoga, między innymi po Chorwacji.
P. Co cenisz w żeglarstwie?
O. Pozwala każdemu człowiekowi sprawdzić się. Jest też probierzem relacji międzyludzkich. Można zjeść z przyjacielem beczkę soli na lądzie, a po tygodniu rejsu nie móc na niego patrzeć. Można też poznać kogoś, z kim jest się gotowym opłynąć świat. Mieszkanie razem na siedmiu metrach kwadratowych przez tydzień to duże wyzwanie.
P. Założyłaś Fundację "Żagle, Europa, Świat".
O. Fundacja ma już cztery lata. Od września ubiegłego roku ma status Organizacji Pożytku Publicznego. Od tego czasu zaczęliśmy działać dużo prężniej niż dotychczas. Udało nam się pozyskać wolontariuszy. Chcemy po raz pierwszy wziąć udział w targach żeglarskich, chcemy nawiązać współpracę z młodzieżą, chcemy zachęcać do żeglarstwa.
P. Forma fundacji pomaga?
O. Jako fundacja możemy pokazać innym pozytywne aspekty żeglarstwa, umożliwić udział w kursach żeglarskich, w rejsach. Żeglarstwo to są ludzie. Fundacja daje możliwość poznania ludzi, zrobienia wspólnie czegoś, wyjścia poza granice Polski, poza granice Europy. Poznawania innych kultur i dawania się poznać.
P. Jakie walory poznawcze miał ostatni rejs, dla przykładu?
O. To było zderzenie ze światem, w którym czas jest pojęciem nieistniejącym, w którym problemy mają inny wymiar. Poznaliśmy ludzi, którzy są szczęśliwi i na takich wyglądają - mimo niskiego statusu materialnego. Nie żyją z zegarkiem w ręku. Chciałabym móc tak żyć.
P. Karaiby kojarzą się z tropikalnym rajem, z bogatymi turystami.
O. Turyści wysiadają z promu, kupują pamiątki, cykają fotki, opalają się na ogrodzonej plaży, wracają na prom. Kiedy wpływasz małym jachtem, cumujesz w tym samym porcie, co rybackie łódki, jest inaczej. Dotyka się tej kultury własną ręką, bez rękawiczki.
P. Fundacja ma inne cele prócz propagowania żeglarstwa?
O. Kilka, według mnie związanych z poznawaniem nowych opinii, nowych wartości... Szerzenie tolerancji. Żeglarstwo przez to, że przez ileś dni kilka osób ścieśnia się na kilku metrach kwadratowych, uczy nas tolerancji, pokory, zrozumienia, otworzenia oczu na innych, schowania w kieszeń wyuczonych, wyniesionych z domu czy ze szkoły fobii i przekonań. Zmienia nas na trochę lepszych.
P. A integrowanie Europy?
O. W międzynarodowej załodze każdy jest inny, wnosi wartości charakterystyczne dla swego kraju, coś czego inni nie znają .
P. .integracja konkretnych ludzi na konkretnej łódce?
O. Siedmioosobowa mikroeuropa, która sobie płynie na łódce w jeszcze inny zakątek świata. Wiezie nasze zmiksowane światopoglądy do miejsca, w którym być może o Europie nikt nie słyszał.
P. To już globalizacja! A co z ekologią?
O. Na łódce niczego nie wyrzuca się za burtę. Takie działania proekologiczne na mikroskalę. Sposób wyrzucania śmieci też ma znaczenie.
P. Jako Wodniczaka zaczynasz od dbania o wodę...
O. .którą zaczerpnę zza burty, aby ugotować kartofle. Aby kogoś przekonać do idei, pokażmy, że jemu też się to przyda.
P. Jakie masz nadzieje na przyszłość?
O. Chciałabym, żeby przyszli do nas młodzi ludzie. Będziemy mogli zwiedzać ten świat razem. Bez zegarka. A może znajdziemy inne organizacje o podobnych zainteresowaniach i połączymy siły.
P. Zaczęłaś od marzenia o żaglówce, czekałaś 30 lat, teraz żeglujesz i tworzysz fundację - to daleka droga.
O. Wystarczy uwierzyć. Chcieć to móc, tak naprawdę należało wsiąść pierwszy raz na łódkę.
P. Dziękuję za rozmowę. Życzę Ci sukcesów w kreowaniu i zaspokajaniu marzeń!
Rozmawiał S.J. Panecki
© Fundacja Żagle Europa Świat. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt i administracja:DEPI










